Witam
uczestniczyłam w tworzeniu i realizacji działań w punkcie konsultacyjnym - niestety dla mnie nie miało to najmniejszego sensu.
Zainteresowanie punktem było minimalne, mimo że był utworzony 38 km od poradni (km nie mają tu istotnego znaczenia). Zainteresowani oczekiwali - zbadania dziecka na miejscu, terapii psych, ped, logo, bo takich po prostu nie ma w naszych szkołach z "terenu" a skonsultować się "można przecież przez telefon". Młodzież przychodziła żeby nie być na lekcjach a Ci z prawdziwymi problemami nie przyszli, bo bali się wyśmiania przez rówieśników (informacja od osób, które korzystały z pomocy na terenie poradni).
Poza tym punkty to żadna nowość - my od dawna jeździmy po szkołach i placówkach, ale tam gdzie naprawdę nas chcą, są zorganizowane spotkania, zaproszeni rodzice, umówieni nauczyciele.
Dla mnie to była strata czasu i dodatkowy problem z "wciśnięciem" 4 godz tygodniowo
+ dojazd za śmieszne pieniądze, bo okazało się, że potrącane są z tego wynagrodzenia wszystkie składki.
A jeżeli ministerstwo musi już wykazać się takimi działaniami to proszę:
1. punkty powinny być "ruchome" - tzn np 4 godz co dwa miesiące w określonej placówce pozamiejscowej tak żeby każda placówka mogła "z nas" skorzystać
2. o tym że będą działać powinniśmy wiedzieć dużo wcześniej
3. nie wiem czy tylko u nas tak było, że to psycholog mógł udzielać konsultacji, ale jest to totalna pomyłka - pedagodzy, logopedzi też są bardzo potrzebni
4. praca w godzinach popołudniowych w "wyludnionej" szkole nie ma sensu- w ogóle w mniejszych miejscowościach szkoły nie pracują popołudniami
5. dokładnie określić jakie zadania ma spełniać taki punkt
6. pracownik powinien wyrazić zgodę na udział w tego typu dodatkowych obowiązkach - a nie być do tego zobligowany
7. dyrektor też powinien jeździć na punkty - często zdarzają się problemy natury formalno -prawnej i to on powinien zająć się ich rozwiązaniem (i za to powinien dostać pieniądze - a co do organizacji - cieszę się że są dyrektorzy którzy to organizują)
pozdrawiam
Witam
uczestniczyłam w tworzeniu i realizacji działań w punkcie konsultacyjnym - niestety dla mnie nie miało to najmniejszego sensu.
Zainteresowanie punktem było minimalne, mimo że był utworzony 38 km od poradni (km nie mają tu istotnego znaczenia). Zainteresowani oczekiwali - zbadania dziecka na miejscu, terapii psych, ped, logo, bo takich po prostu nie ma w naszych szkołach z "terenu" a skonsultować się "można przecież przez telefon". Młodzież przychodziła żeby nie być na lekcjach a Ci z prawdziwymi problemami nie przyszli, bo bali się wyśmiania przez rówieśników (informacja od osób, które korzystały z pomocy na terenie poradni).
Poza tym punkty to żadna nowość - my od dawna jeździmy po szkołach i placówkach, ale tam gdzie naprawdę nas chcą, są zorganizowane spotkania, zaproszeni rodzice, umówieni nauczyciele.
Dla mnie to była strata czasu i dodatkowy problem z "wciśnięciem" 4 godz tygodniowo
+ dojazd za śmieszne pieniądze, bo okazało się, że potrącane są z tego wynagrodzenia wszystkie składki.
A jeżeli ministerstwo musi już wykazać się takimi działaniami to proszę:
1. punkty powinny być "ruchome" - tzn np 4 godz co dwa miesiące w określonej placówce pozamiejscowej tak żeby każda placówka mogła "z nas" skorzystać
2. o tym że będą działać powinniśmy wiedzieć dużo wcześniej
3. nie wiem czy tylko u nas tak było, że to psycholog mógł udzielać konsultacji, ale jest to totalna pomyłka - pedagodzy, logopedzi też są bardzo potrzebni
4. praca w godzinach popołudniowych w "wyludnionej" szkole nie ma sensu- w ogóle w mniejszych miejscowościach szkoły nie pracują popołudniami
5. dokładnie określić jakie zadania ma spełniać taki punkt
6. pracownik powinien wyrazić zgodę na udział w tego typu dodatkowych obowiązkach - a nie być do tego zobligowany
7. dyrektor też powinien jeździć na punkty - często zdarzają się problemy natury formalno -prawnej i to on powinien zająć się ich rozwiązaniem (i za to powinien dostać pieniądze - a co do organizacji - cieszę się że są dyrektorzy którzy to organizują)
pozdrawiam