|
|
|
|
|
|
Musi być lepszy sposób
Katarzyna Zawadzka
Bycie rodzicem wydaje się z jednej strony proste i nieskomplikowane, ale z drugiej strony rodzi wiele problemów i wątpliwości, wobec których często czujemy się bezsilni i samotni. Gdyby przyjrzeć się im bliżej, to możnaby wyróżnić trzy grupy trudności związanych z wychowaniem w rodzinie:
Problemy dziecka związane z przeżywaniem trudnych dla niego uczuć takich, jak niepokój, lęk, żal rozczarowanie, złość, bunt, gniew.
Problemy rodzica z nieakceptowanym przez siebie zachowaniem dziecka i rodzącymi się w związku z tym emocjami (zniecierpliwienie, rozdrażnienie, irytacja, złość, gniew).
Konflikty wynikające z różnych potrzeb, dążeń i wartości rodziców i dzieci, stwarzające nierzadko atmosferę napięcia i niezrozumienia we wzajemnych relacjach.
Jak sobie z nimi radzić?
Niewątpliwie nie jest możliwe zlikwidowanie kłopotów naszego codziennego życia rodzinnego, ale to, co możemy zrobić to nauczyć się je rozwiązywać z korzyścią dla nas i dla naszych dzieci. Dla każdej z tych grup problemów potrzebne są inne sposoby radzenia sobie z nimi.
O tym, jak pomóc dziecku w sytuacji, gdy przeżywa ono trudne chwile i związane z nimi rozterki, emocje mogli Państwo przeczytać w artykule pt. "Słuchać inaczej"...(Gość Niedzielny nr7/1995). Opisane w nim aktywne słuchanie jest najprostszym sposobem okazania dziecku zrozumienia i akceptacji. Warto do tego tematu dodać kilka słów o tym, kiedy jest ono skuteczne. Otóż wtedy, gdy rodzic jest faktycznie gotowy zaakceptować problem dziecka i przyjąć jego własne rozwiązanie, a także gdy dziecko chce o nim rozmawiać. To z pozoru proste zadanie wymaga od nas wysiłku, aby nie spieszyć się z radą, z własną oceną sytuacji czy pomysłem jej rozwiązania, aby nie wypytywać a raczej skoncentrować się na uważnym słuchaniu i nazwaniu tego, co przeżywa nasze dziecko własnymi słowami. Przy takiej postawie możemy liczyć na to, że będzie ono chciało dzielić się z nami swoimi troskami i radościami.
Z zupełnie inną sytuacją mamy doczynienia, gdy zachowanie naszej pociechy jest dla nas nie do przyjęcia, sprawia nam kłopot, a także budzi negatywne uczucia. Niewiele jest spraw bardziej wyczerpujących i frustrujących, niż nasze codzienne zmagania, aby dziecko zachowywało się w sposób społecznie akceptowany, aby brało pod uwagę także nasze potrzeby, uwzględniało uczucia i pragnienia innych ludzi.
Jak to osiągnąć nie pomnażając jednocześnie wzajemnej niechęci i niezrozumienia?
Wyobraź sobie taką sytuację. Twoje 4 - letnie dziecko podczas zabawy porozrzucało zabawki po całym mieszkaniu. Krzątając się ciągle się o nie potykasz - po drodze do kuchni, do łazienki, nawet we własnym pokoju. Od czasu do czasu mówisz "nie rozrzucaj zabawek" lub sama podnosisz jedną z nich i odkładasz na półkę, ale jest to bezowocne zajęcie - Twoja pociecha na to miejsce rozrzuca kilka innych. Narasta w Tobie zniecierpliwienie, irytacja, może nawet złość. W końcu nie wytrzymujesz i wybuchasz: "Nie mogę już tego znieść, ile razy mam Ci przypominać, że masz pozbierać zabawki? Ty bałaganiarzu - zabieraj je stąd natychmiast, albo je powyrzucam!"
Na takie postawienie sprawy możliwe są przynajmniej trzy różne reakcje dziecka:
Z lęku przed utratą ulubionych zabawek pozbiera je, ale pozostanie z uczuciem pokrzywdzenia, być może wewnętrznego buntu - "O co jej chodzi? Nawet nie mogę się pobawić".
Rozpłacze się przestraszone krzykiem, pozostanie z przekonaniem "Jestem niedobry, bo mama się gniewa".
Zbuntuje się otwarcie: "Nie potrzebuję tych głupich zabawek, możesz je powyrzucać" i pozostanie z uczuciem złości, gniewu na matkę.
Pomimo całkiem słusznej intencji, jaką było zachęcenie dziecka do dbania o porządek, efekt nie został osiągnięty. Tylko w jednym przypadku dziecko pozbierało zabawki, ale motywacją do tego był strach, a towarzyszyło mu poczucie krzywdy - można zatem przypuszczać, że kiedy tylko minie uczucie zagrożenia, a gniewny rodzic zniknie z pola widzenia dziecko wróci do nawyku rozrzucania zabawek.
Dlaczego tak siÄ™ dzieje?
Kłopot tkwi w tym, jak rodzic przekazał swój zamiar. Jego gniewna reakcja, podniesiony głos, groźba i rozkaz zawarte w wypowiedzi spowodowały, że dziecko poczuło się zaatakowane, przestraszyło się lub rozgniewało na rodzica - słowem obudziły się w nim trudne emocje, przez co niemożliwym stało się zrozumienie ukrytej pod nimi informacji "mamie przeszkadzją rozrzucone zabawki".
Czy istnieje inny sposób przekazania dziecku swojej potrzeby ładu i ograniczenia pola zabaw do pokoju dziecinnego?
Można mianowicie:
Udzielić informacji: "Miejsce zabawek jest w pokoju dziecinnym".
Napisać liścik: "Proszę, pozbieraj nas z podłogi i zabierz do naszego pokoiku. Boimy się, że nas ktoś podepcze. Dziękujemy, Twoje zabawki".
Opisać to, co widzisz lub przedstawić problem: "Widzę zabawki porozrzucane po całym mieszkaniu. Ciągle się o nie potykam".
Gdy czujesz narastające w Tobie zniecierpliwienie, czy irytację powiedz to jednym słowem: "Agata, zabawki". Unikniesz zbędnych kazań i wyrzutów, które nieodmiennie wzmagają napięcia i nieporozumienia, a rzadko są skuteczne.
Powiedzieć dziecku o swoich uczuciach: "Nie lubię potykać się o porozrzucane zabawki".
Zastosować wypowiedź "ja": "Gdy widzę porozrzucane zabawki (opis sytuacji), to denerwuję się (Twoje uczucia), że ciągle się o nie potykam" (widoczny skutek nieakceptowanego zachowania).
O tym, że nowe sposoby radzenia sobie z nieakceptowanym zachowaniem dziecka są bardziej skuteczne, wyzwalające od napięć i konfliktów przekonują nas nie tylko własne doświadczenia, ale również relacje rodziców biorących udział w zajęciach Szkoły dla rodziców - ze zdziwieniem odkrywają oni ile radości i zabawy może dać im samym oraz ich dzieciom (nie tylko tym najmłodszym) samolocik z papieru z dowcipną informacją: "Ratunku! Zgubiłyśmy drogę do futerału. Twoje okulary".
Dzięki nowym umiejętnościom mają większą szansę powodzenia w zachęcaniu swoich pociech do współdziałania, osiągają bliskość jakiej nie mogli uzyskać wcześniej stosując wypowiedzi zawierające wyrzuty, ocenę, krytykę, rozkazy lub gotowe rozwiązania problemów.
Różnicę między dawnymi a nowymi sposobami porozumiewania się najlepiej zobrazuje konkretny przykład. Gdy wracasz zmęczona do domu pragniesz spokoju, a Twoje dziecko, żebyś się z nim od razu zaczęła bawić, to możesz użyć wypowiedzi "ty": "Jesteś uciążliwy, nieznośny", co zostanie przez dziecko odczytane jako "jestem niedobry" i poczuje się ono winne, może nawet odrzucone. Ale w tej samej sytuacji możesz zastosować wypowiedź "ja": "Jestem zmęczona, chcę najpierw przez pół godziny odpocząć", dając tym samym dziecku informację o swojej potrzebie. Pomyśli ono: "aha, mama jest zmęczona i chce odpocząć".
Zaletą takiego sposobu porozumiewania się jest wzrost szczerości we wzajemnych kontaktach, zmniejszenie ilości napięć i nieporozumień. Pozwala on na wyrażanie nawet negatywnych uczuć bez ranienia drugiej osoby, a także daje dziecku szansę na usłyszenie zawartej w wypowiedzi informacji i zdecydowanie co z nią zrobić (czy uwzględnić potrzeby rodzica, czy też nie). Niewątpliwie nie daje to gwarancji, że dziecko zawsze uwzględni nasze potrzeby czy oczekiwania, ale otwiera na współdziałanie i lepsze zrozumienie.
Na zakończenie chciałabym wspomnieć o jeszcze jednym, bardzo ważnym aspekcie sytuacji, w których zachowanie dziecka sprawia nam kłopot. Otóż każdy rodzic ma przed sobą podwójnie trudne zadanie - trzeba nie tylko poradzić sobie z trudnym dla nas zachowaniem dziecka, ale także z wypełniającą nas irytacją, złością, gniewem w taki sposób, aby nikomu nie stała się krzywda. Temu, jak tego dokonać będzie poświęcony następny artykuł.
ostatnia aktualizacja: 24 listopada 2007
|
|
|
|
|
|
|