Odszukaj w sobie szczęśliwe dziecko

Anna Mioduszewska

Gazeta Olsztyńska 

Wychowanie bez błędów jest mitem. Rodzice mają prawo je popełniać. Trzeba jednak umieć się do nich przyznać i próbować naprawić.
- Kiedy usłyszałem, że stworzono szkołę dla rodziców, pomyślałem sobie: O Boże, znów te bzdury jak w amerykańskich książkach! Mile się jednak rozczarowałem - opowiada Maciej, ojciec dwunastoletniej córki i dziesięcioletniego syna. - Dlaczego tu przyszedłem? W ostatnim półroczu musiałem przemeblować całe swoje życie. Kiedyś wpadałem do domu co kilka miesięcy. Taką miałem pracę. A jak wpadałem, robiłem swoje porządki. Buntowały się dzieci i żona. W końcu podjąłem dość ryzykowną decyzję: rzuciłem pracę i zawód. Postanowiłem być lepszym ojcem.
- Z kolei moje dziecko wchodzi w trudny wiek. Jak to trzynastolatek liczy się bardziej ze zdaniem rówieśników, niż rodziców. Poza tym demonstruje swoją dorosłość. Zawsze był blisko mnie. Teraz nawet wstydzi się ze mną pokazać. Jak wszystkie matki na początku byłam w szoku - opowiada Maria.
- Mam inne problemy. Zajęta pracą, studiami, a potem narodzinami młodszego syna (ma dziś dwa latka) zaniedbałam starsze, siedmioletnie dziecko. Poczuł się mniej kochany. Był agresywny, nie chciał się uczyć. Kłopoty narastały, a my chcieliśmy z mężem wszystko nadrobić w ciągu miesiąca - wyznaje Joanna.

Nie lubię być brudny

- Ja miałam tolerancyjnych rodziców. W moim przypadku takie metody wychowania sprawdziły się, ale brat był rozrabiaką - opowiada Marta. - Osobiście uważam, że trochę kindersztuby nie zaszkodzi.
- To normalne, że pewne wartości i zachowania wyniesione z rodzinnego domu przekazujemy dzieciom. Własnym (córka ma 17 lat, a syn 9) zawsze dawałam margines zaufania i utwierdziłam się w tym, że robię dobrze. Córka powiedziała mi niedawno: mamo, ty jesteś superrodzicem - zaznacza Katarzyna.

Przyznają, że nadal irytuje ich bałagan w pokoju dziecka czy nie umyte zęby, ale reakcje są zgoła inne...

- Kiedyś za syna sprzątałam, wynosiłam śmieci, przypominałam, że trzeba odrobić lekcje... Teraz już nie muszę. Żeby mył zęby, na szczoteczce napisałam »bardzo chcę, żebyś mnie często używał«, a na dywanie »nie lubię być brudny«. On wykazał się poczuciem humoru i napisał specjalnie dla mnie kartkę, którą przyczepia na desce klozetowej »chcę, żebyś mnie zamykała« - śmieje się Krystyna.
- Ja tam myślę sobie: niech syn będzie bałaganiarzem, ale za to ładnie rysuje. Nadal jednak z tym walczę, tyle, że wyrażam dobitnie swoją opinie: »brzydzi mnie ten bałagan, więc tu nie będę zaglądał. Jest piątek, dzień sprzątania, masz tu narzędzia i rób co trzeba«. Normalnie byłaby awantura. Teraz sprząta bez gadania - zapewnia dumny z syna Maciej.

Drzemie we mnie chłopak

Czasem dopiero tutaj zdają sobie sprawę, że bezwiednie chcieli urobić dzieci na swoje podobieństwo.
- Drażniło mnie, że syn w przeciwieństwie do mnie jest wybuchowy i nie interesuje nas to samo. Próbowałam stworzyć go na swoje podobieństwo. Górę brały nerwy i rozstawaliśmy się w fatalnej atmosferze - wspomina Maria.
- Tak, najtrudniej jest zaakceptować tego małego człowieka. Zawsze mnie denerwowało, że starszy syn jest powolny i niedokładny. Krzyczałam, gdy buntował się, albo robił coś ospale. Efekt był jednak odwrotny, niż oczekiwałam. Teraz dostrzegam to, co robi dobrze i chwalę, na przykład za właściwie pomalowany obrazek - mówi Joanna.
- Od czego zacząć? - Najlepiej od poznawania siebie. Doszedłem do wniosku, że mimo prawie 40 lat drzemie we mnie chłopak. Najchętniej jeszcze bym się pobawił. Może już nie na drzewie, bo zdrowie nie to, ale ciągnie do rozrywki... - śmieje się Maciej.

Nie podziękowałam ci za...


- Ciągle uczę się być dobrym rodzicem. Nadal mam problemy z okazywaniem uczuć. Pamiętam, że kiedyś ksiądz przestrzegał, żeby ojciec synów zbyt często nie przytulał, nie głaskał... Po latach zrozumiałem, że chodziło mu chyba o dwuznaczność takich sytuacji - zastanawia się Maciej. - To żona uczy mnie otwartości. Ona jest typową przytulanką.
- Nie popełniłam karygodnych błędów. Może za bardzo przejmowałam się synem, bo to jedynak. Czekaliśmy na niego bardzo długo. Mówi się, że późne macierzyństwo jest bardziej dojrzałe, ale problemy mam zupełnie inne niż moje siostry - mówi Marta. - Dzięki tym lekcjom zyskałam jednak komfort psychiczny. Nie angażuję się tak bardzo. Zrozumiałam, że syn dorasta i pewne rzeczy są nieuniknione. Ufam mu i wierzę, że da sobie radę. To dobre dziecko.
- Jako pracę domową musieliśmy napisać list do własnej pociechy, zaczynający się od słów: uświadomił(am)em sobie, że nigdy ci nie podziękowałem za... Pochwaliłam syna, że jest grzeczny, mądry i dobrze się uczy. Dostał ten list na 11 urodziny. Był dumny. Wcześniej nie chwaliłam go, bo wydawało mi się to naturalne. Ja naprawdę nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to tak dobre i mądre dziecko - zaznacza Ewa.

Kończący kursy otrzymują dyplomy »Super Rodzica«. Dotąd uzyskało je 60 osób. Nadal spotykają się w poradni, by wymieniać doświadczenia.