Szkoła? I to dla rodziców? Wszak rodzicem się po prostu jest, to dzieci należy uczyć! Wielu moich znajomych nie potrafiło wyjść poza tę pierwszą reakcję. O moim udziale w Szkole dla Rodziców zadecydowała ciekawość: czego jeszcze można się dowiedzieć o rzeczy tak oczywistej. Już pierwsze zajęcia zmieniły moje myślenie.
Wspaniała atmosfera. Mała, kameralna salka z książkami przy parafii św. Jerzego w Wałbrzychu, która udzieliła gościny pierwszej edycji Szkoły . Znam prawie wszystkich - rozpiętość wieku naszych dzieci jest duża, od dwulatków do dorosłych. Herbata, ciasteczka. Pierwsze zaskoczenie: nie będzie wykładu! Wszyscy jesteśmy aktywnymi uczestnikami, drążymy temat, nasze opinie i refleksje, często bardzo osobiste, zapisywane na wielkich płachtach papieru, są podstawowym materiałem tych niecodziennych zajęć. Do czego wychowujemy nasze dzieci? Jak rzadko jest okazja się nad tym zastanowić! Jakie są moje granice jako ojca, jak pomóc uświadomić sobie swoje granice mojemu dziecku, jak je szanować? Czy i po co karać, jak zastąpić karę w wychowaniu? Drugie zaskoczenie: pracujemy na konkretach, teoretycznej wiedzy jest niewiele. Znakomicie pomagają w tym ulubione przez wszystkich »scenki«, gdy musimy się wcielić w rozmaite role (także dziecka), zareagować w różnych sytuacjach. Czym innym jest mówić o uczuciach, a czym innym je przeżywać i wyrażać. Tutaj uczymy się całkiem inaczej. Kolejne zaskoczenie: jak wiele naszych rodzicielskich zachowań ma swe źródło w naszym własnym dzieciństwie, w naszych relacjach z rodzicami, rodzeństwem. Dużo o tym rozmawiamy, takie »cofnięcie się w czasie« w świat własnych przeżyć i emocji, niejednokrotnie głęboko skrywanych i osobistych, otwiera zupełnie nowy wymiar w stosunkach z naszymi własnymi dziećmi, ale i dostarcza nam wiedzy o nas samych. Te zajęcia były szczególnie emocjonujące, gdyż przełamały pewną barierę wzajemnej otwartości.
Najbardziej zaskakujące okazały się jednak wnioski, jakie nieodparcie nasuwają się po całym cyklu zajęć Szkoły... Bardzo wiele problemów czy konfliktów w stosunkach z naszymi dziećmi ma swoje źródło nie w postawie dziecka, lecz naszej - rodziców. Zmiana naszych zachowań często wystarczy, by je rozwiązać. To takie proste, ale jak trudno to zrozumieć i zaakceptować.
Zajęcia Szkoły zakończyły się, dostaliśmy dyplomy. Jesteśmy jednak grupą, która nie może się rozstać. Przez kolejne dwa lata spotykaliśmy się, omawialiśmy rozmaite tematy, wymienialiśmy opinie i doświadczenia. Wielu z nas działa w Stowarzyszeniu Edukacyjnym »Integritas«, by ideę Szkoły dla Rodziców wspierać i szerzyć. Robimy to z najgłębszym przekonaniem, że warto.