JAKIE ZNACZENIE MIAŁA DLA MNIE SZKOŁA DLA RODZICÓW?
Cztery lata temu nasze starsze dziecko wchodziło w dorastanie (13 lat). Jego sposób kontaktowania się z nami uległ radykalnej zmianie. Poczuliśmy, że musimy coś zrobić, aby nie stracić syna. Nasze próby rozmów kończyły się stwierdzeniem przesadzacie, nic nie rozumiecie... I wtedy ktoś powiedział nam o Szkole dla Rodziców. Tam nauczyliśmy się, że:
rozmawianie z dzieckiem to przede wszystkim dzielenie się uczuciami własnymi oraz nauczenie dzieci,
by rozpoznawały własne uczucia i umiały o nich mówić
porozumienie to często zaniechanie mówienia
akceptacja uczuć to początek dialogu
nie należy dociekać faktów
wymagania mogą być egzekwowane w przyjaznej atmosferze
Mamy nadzieję, że nasz nowy sposób kontaktowania się z dziećmi (córką i synem) wpływa na lepsze porozumienie także między nimi. Nauka wyniesiona ze Szkoły... przekłada się również na kontakt z innymi ludźmi. Myśl, która bardzo utkwiła nam po zajęciach mówi o tym, że w tej metodzie nie ma pokonanych i wygrywających. Nawet jeśli z różnych powodów (zmęczenia, frustracji w pracy, szczególnych wybryków dorastających dzieci) stracimy cierpliwość i odejdziemy od nowego sposobu wzajemnego porozumiewania się, to wszyscy wiemy, że można do niego wrócić. Wzajemne przeprosiny również bardzo sprzyjają dialogowi.